Potem pojechaliśmy do Chancay, kolejne małe miasteczko gdzie naszym głównym celem był zamek. Ludzi było strasznie dużo bo to w końcu wolny dzień. Zjedliśmy pyszne owoce morza na lunch. Wstęp do zamku to aż 12 złotych i.... Niestety nie było warto. Zamek jest mały i brzydki, nieodremontowany, dookoła są śmieci, walają się kamienie i deski. Masakra! No ale wesoło ogólnie było, pogoda ładna i zleciał nam szybko dzień. Wykończeni wracaliśmy do domu przysypiając.
I jeszcze cztery tygodnie pracy i koniec! I jedziemy;-)
Miasteczko Huaral
Znowu na wsi
Bawełna tu rośnie!!
W eko-wiosce
Toaleta zasypywana piaskiem
Chatki indiańskieWłasne uprawy
Hare Kriszna Hare Hare!
Świątynia
Tak mnie załatwił jeden...
Mmm... chicharon z owoców morza
Ryż z ośmiornicą
Chancay
Zamek w Chancay
Świnia!
Wszędzie pędzą pisco

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz